Gdzie (nie) warto zjeść w Rzymie?
Rzym to nie pierwsze włoskie miasto, które udało nam się zobaczyć. Pierwszą podróż do Włoch odbyliśmy do Bergamo, wykorzystując tanie loty udało nam się zwiedzić to magiczne miasteczko, Mediolan oraz pobliskie Lago di Como. Następnie była cudowna Sardynia, romantyczna Wenecja i pobliska Werona oraz Florencja, Piza i Cinque Terre.
Za każdym razem, oprócz odczuwanej radości związanej pięknem danego miejsca, staraliśmy się poznawać lokalną kuchnię i jej specjały.
Wybierając się do Rzymu nie mogliśmy doczekać się, aż znowu będziemy smakować włoskie specjały. Rzym nas nie zawiódł, ale nie obyło się bez kulinarnego rozczarowania (o czym na końcu w poście).
Pierwszego dnia próbowaliśmy włoską pizzę w Ciampino w „da Mimmo”. Restauracja z zewnątrz prezentuje się skromnie, położona na uboczu. Idąc od hotelu Ciampino, skręcamy w pierwszą uliczkę na prawo. Ceny pizzy w przedziale 6-8 EUR, coperto 1,50 EUR. Zamówiłam Capricciosę, pizza z gotowanym jajkiem, zaskakujący dodatek, ale była naprawdę smaczna, a ciasto idealnie wypieczone.Do tego wino za 6 EUR. Ponieważ lądowanie w Ciampino mieliśmy ok. godz. 19:40, po dotarciu do hotelu minęła godzina 21:00, pizzę zjedlismy późnym wieczorem.
Taka pizza bardzo dobrze wypełniła nasze puste żołądki, czuliśmy się lekko, a wino (było naprawdę dobre) pomogło przetrawić pizzę. Jeśli chodzi o wina podawane we włoskich restuaracjach/trattoriach-jeszcze nie zdarzyło mi się wypić wina złej jakości, nie jestem koneserem win, ale włoskie (i wypijane tylko we Włoszech) smakują mi najbardziej! W Polskiej restauracji ciężko byłoby dostać tak dobre wino za 25 zł.
Drugiego dnia po dotarciu do naszego B&B Aurelia (polecam, wspaniałe miejsce na nocleg. Więcej w kolejnym poście), udaliśmy się do Watykanu. B&B położy jest ok. 30-40 minut drogi spacerkiem od Watykanu. W kolejnym dniach pokonywaliśmy trasę szybciej-mapa nie była już potrzebna, każda uliczka była nam już dobrze znana. Zanim jednak udało nam się zobaczyć Watykan oczywiście musieliśmy coś zjeść. Przed wyjazdem miałam zapisane całe trzy strony miejsc, gdzie warto zatrzymać się na posiłek.. Po raz kolejny mój plan nie wypalił-w każdej podróży okazywało się, że nie jest nam po drodze lub jesteśmy już tak głodni i zmęczeni, że musimy szukać czegoś co nie wymusi na nas pokonywanie kolejnych kilometrów. Tak też było i tym razem-głód dokuczał nam coraz bardziej, a przecież przed nami prawie cały dzień zwiedzania.
dzień zwiedzania.
W drodze do Watykanu. Jest! już coraz bliżej! -z daleka widoczna kopuła Bazyliki Św. Piotra.
Włosi uwielbiają być zapobiegliwi, co nigdy o to bym ich nie posądziła. Bardzo dużo aut ma takie zabezpieczenia. Grube, metalowe łańcuchy na skuterach i rowerach to również norma.
W drodze do Watykanu. „Za nami” znajdują się mury Watykanu. Ta uliczka bardzo mi się spodobała.
Jest! Na horyzoncie w końcu jakaś restauracja. Na tej uliczce znajduje się ich kilka, jednak ceny odstraszają. W Goose ceny są o wiele bardziej przystępne od pobliskich. Z zewnątrz wygląda jak angielski pub, a w środku…również tak samo.
Klimat wystroju zupełnie nie włoski, ale za to jedzenie nie rozczarowuje. Jest to najlepsza pizza jaką miałam okazję spróbować w Rzymie. Ceny w przedziale 6-10 EUR. Spróbowaliśmy również białego wina, które poleciła nam kelnerka, koszt 7 EUR, było wyśmienite. Obsługiwała nas przemiła Pani, z którą zamieniliśmy kilka zdań. Wróciliśmy do Goose na dzień przed naszym wyjazdem. Polecam lazanię-prawdziwie włoska (8 EUR). Zamówiliśmy również grillowane warzywa, tuńczyka oraz rzymski specjał, niestety nie pamiętam nazwy. Z wyglądu przypominał kotleta schabowego, bez panierki, na górze znajdowało się proscciutto, a to wszystko w cudownym aromatycznym sosie!
Zamiast coperto podawana jest Focaccia – pieczywo, będące podstawą pizzy, z solą, rozmarynem polane oliwą. Pycha. Coraz częściej stosowana alternatywa dla coperto. W Goose jadło dużo Włochów-tym najlepiej sugerować się przy wyborze miejsca, w którym chcemy zjeść. Jeżeli jest tam dużo miejscowych, to znaczy, że jedzenie jest smaczne, w dobrej cenie, nie przyrządzane masowo pod turystów.
A tu możecie przeczytać opinie o restauracji GOOSE: http://pl.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g187791-d1516161-Reviews-Goose-Rome_Lazio.html#mtreview_199615677
Zawsze o tym pamiętaliśmy, niestety nasza czujność trzeciego dnia pobytu w Rzymie zawiodła. Zmęczeni pokonywaniem trasy od Koloseum, Forum Romanum, przez Ołtarz Ojczyzny, fontannę di Trevi w okolicach Panteonu byliśmy już głodni i zmęczeni. Do każdej restauracji zapraszali tzw. „naganiacze”, jednak nic nam odpowiadało, w końcu trafiło na restaurację Rosa&Rosae. Absolutnie tam nie wchodźcie! Jest to najgorsza pizza jaką KIEDYKOLWIEK jadłam. Podają tam zepsutą wodę, ciasto na pizzę jest chyba rozmrażane, gumowate, niedopieczone, a ser dodawany jest w takich ilościach, że cięźko jest poczuć smak sosu pomidorowego i innych dodatków. Na dodatek kelner jest nieuprzejmy i dolicza coperto, dopisując go do rachunku długopisem pod sumą zapłaty. Oszustwo! Ponieważ na menu nie ma żadnej informacji o coperto. Opinie na tripadvisor są niepochlebne, a te pozytywne są pisane przez chyba samych kelnerów. Zresztą sami poczytajcie.
NAJGORSZA pizza w moim życiu: http://www.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g187791-d1413730-Reviews-Rosa_Rosae-Rome_Lazio.html
Mam tylko jedno zdjęcie tej okropnej pizzy,byliśmy zbyt zmęczeni i zdołowani wydanymi na marne pieniędzmi by uwieczniać to miejsce aparatem. Udaliśmy się z powrotem w stronę Panteonu (jednego z moich ulubionych zabytków rzymskich) i tam wypiłam najlepsze espresso we Włoszech. Przy barze kosztowało 0,80 EUR i takie picie kawy w tym kraju jest praktykowane-przychodzisz, pijesz,płacisz i wychodzisz. Espresso pomogło przetrawić najgorszą włoską strawę jaką dane było mi zjeść we Włoszech i poprawiło nasze humory. Jeżeli staniemy naprzeciwko Panteonu to kawiarnia znajduje się po lewej stronie na Via della Minerva. Kupimy tam również włoskie lody.
Kolejny ulubiony włoski przysmak: lody. Niedaleko Watykanu znajduje się Old Bridge, 2,5 EUR kosztuje najmniejsza porcja i możemy wybrać 3 smaki. Dobrych lodów we Włoszech nie brakuje, ale jak dla mnie te w Rzymie z Old Bridge były najlepsze! Spróbowałam jogurtowe, stracciatella, czekoladowe i najlepszy smak jaki do tej pory jadłam-orzechowe z kawałkami czekolady i orzechów laskowych.
Koniecznie musicie spróbować!
A tą lodziarnie odkryliśmy przypadkowo podczas błądzenia w uliczkach rzymskich. Jeżeli było tam tyle ludzi to znaczy, że musiały być bardzo dobre. Trafienie do niej to nie łatwa sprawa i pokonać trzeba niezliczoną ilość zakrętów. Galleteria tre Archi. Może ktoś miał okazję próbować?
I na koniec misz-masz rzymskich zdjęć.
Niebieska 500, moje ulubione autko.
Cytryny są wszędzie!
Częsty widok na rzymskich ulicach.
